piątek, 7 września 2012

chłód wieje z przestrzeni

Wymodliłam ten deszcz, prosiłam o każdą kroplę. Szare niebo spowiło Warszawę, światła reflektorów odbijają się w mokrej nawierzchni, wiatr niezmiennie porusza firanką tym samym wpuszczając do mojego pokoju chłodne powietrze. Chłod wieje z przestrzeni. Nie mogę nawet usiąść na moim balkonie...tam, gdzie zwykle moje myśli szukają spokoju, dzisiaj ta droga jest dla mnie zamknięta. Moja smutna, szara Warszawa, moje stęsknione usta i dłonie, moje rozbiegane myśli, moje biedne serce. Pięknie pachnie deszcz, pięknie grają krople o mój parapet. Chłód wieje z przestrzeni...a ja stąpam bezradnie na paluszkach, by znowu czegoś nie zniszczyć w moim życiu. A tak kusi perspektywa bycia bezkarną uczuciowo! Inni siedzą w swych bezpiecznych, hermetycznych miejscach, cieszą się własnym szczęściem. W tej chwili jestem raniona w ciszy błędami. Świat nie znaczy nic... a łzy zamiast boleć dają to, czego nie da nic innego – bezcenne. Ciągle dojrzewam w beznamiętnej pustce, swej zamkniętej przestrzeni. Jestem więźniem swej niedoskonałości. Już nie myślę o duchach przeszłości, są zimne, beznamiętne i nic nie czują, milczą. Zostałam tylko ja i moja wiara, że wszystko będzie dobrze. Potrzebuję odpoczynku, chwili na zachłyśnięcie się powietrzem, błysku światła, w którym wypełnię płuca świeżym powiewem wiatru. Potrzebuję inspiracji, akceptacji, zrozumienia, wytchnienia, czasu na nowe refleksje, które tkwią we mnie i nie znajdują odbicia na kartce papieru. Wkrótce się tym uduszę... Znasz to? Kiedy wszystkie uprzednie radości stają się stopniowo niesmaczne, aż w końcu napotykasz człowieka, do którego pociąga Cię nieodpart,e nieznane uczucie, z którym łączysz wszystkie swe nadzieje; zapominasz o otaczającym Cię świecie, nie słyszysz nic, nie widzisz nic, nie czujesz nic prócz jego jednego, tęsknisz tylko do niego, jedynego. Twoje pożądanie, nie zepsute przez puste uciechy niestałej próżności, zdąża prosto do celu. Chcesz należeć do niego, chcesz w wiecznym związku znaleźć całe to szczęście, ktorego Ci brak, rozkoszować się połączeniem wszystkich radości, do ktorych tęskniłaś. Powtarzane obietnice, które Twojej nadziei dają porękę pewności, śmiałe pieszczoty, ktore wzmagają Twoje pożądanie, ogarniają całą Twoją duszę; unosisz się w mglistej świadomości, w przeczuciu wszystkich uciech; dochodzisz do stanu najwyższego napięcia, wyciągasz wreszcie ramiona, by objąć wszystkie swe życzenia...iz hukiem upadasz na ziemię. Spróbuj to wszystko teraz pozbierać i poskładać na nowo. Skostniały mi już dłonie. Chłód wieje z przestrzeni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz