czwartek, 6 września 2012
Dziwnie smutno zapowiada się ta jesień, a zawsze było mi tak dobrze. Teraz jestem wystarczająco szczęśliwa, żeby móc zachwycać się szarością krajobrazu i z radością na twarzy zasypiać, gdy za oknem słychać rozszalałe podmuchy wiatru. Chcę wreszcie poczuć, że naprawdę nadeszła jesień, by zimny wiatr muskał moje policzki, wyciągał włosy spod ciepłego szalika. Niebo płacze, zawstydzone swym kolorem liście spadają i stają się kruche nieświadome swego uroku, mgła otula rozochocone ciała. Niedawno było wokół tak kolorowo mimo pory roku. Autodestrukcja i odrodzenie, naprzemiennie, dziwnie ten świat stworzony. Pewnego dnia pękną wszystkie szyby w oknach, z żalu, bólu, zmęczone ciągłym stukaniem w nie, zmarznięte od zewnątrz, odurzone ciepłem od wewnątrz i na odwrót. Nie chce myśleć co wtedy zrobię...
And so I wander through the shadows still and look and listen with a rapt delight, pausing again and yet again at will to drink the elusive beauty of the night, until my soul is filled, as some deep cup, that with divine enchantment is brimmed up.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz