poniedziałek, 8 października 2012

Mam 20 lat i 10 miesięcy...ale tylko moje rozszalałe serce, naiwne spojrzenie na świat i twarz nie usiana jeszcze zmarszczakmi mogą byc tego potwierdzeniem. Był moment kiedy wiedziałam czego chcę od życia, jaką siebie widzę w przyszłości, wszystko wydawało się być poukładane i mądrze wyważone. Teraz? Jestem kłębkiem niewyjaśnionych emocji. Ciągle szukam sobie miejsca...ze strachem myślę o dniu jutrzejszym, mając jednocześnie nadzieję na to, że przyniesie coś nieoczekiwanie kojącego i uszczęśliwiającego. Małe radości, paniczne uśmiechy, chwytam się wszystkiego co jest w stanie zająć moje myśli swą bzdurnością w najczystszej postaci. Nabałaganiłam sama, na własne życzenie. I choć wszystko już minęło, przestało mieć znaczenie, pojawiło się za dużo nowych rzeczy, których nie potrafię pomieścić i gubię się przeraźliwie. Strach paraliżuje moje słowa i czyny, każdy krok staram się stawiać z rozwagą, ale sprawiasz, że przestaję myśleć logicznie. Każde spojrzenie jest jak wyzwanie, żebym się opanowała i skoncetrowała na rzeczywistości, a nie na tym co rozgrywa się w mojej głowie, uciszyć nierówno bijące serce, uspokoić rozedrgane dłonie, przestać łapczywie łapać powietrze. Nienaturalność moich odruchów wciąż mnie irytuje. Ale opanowane do perfekcji ukrywanie się pomaga. "nie wiem", "nie mogę", "bo tak"...mnie samą denerują te zdawkowe odpowiedzi, pod którymi nic mądrego się nie kryje. Ale odbierasz mi zdolność budowania pełnych i sensownych zdań. Nie chcę nic komplikować. Chcę czegoś więcej...nie namiastki szczęścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz